poniedziałek, 7 stycznia 2019
Sukhothai - Chiang Mai
Tuż obok hotelu wypożyczyliśmy rowery. Trzy złote za dzień, cena niewygórowana, prawda? W Tour de France pewnie bym na nim nie wystartował, ale nie o wyścig nam dzisiaj chodziło. Świątynie Sukhotai rozrzucone są na dużym obszarze. Park Historyczny poldzielono na część centralną, widzieliśmy ją wczoraj wieczorem, oraz północną i zachodnią. Te są właśnie dość oddalone. Do południa przyjechaliśmy 20 km.
Siedzący Budda jest imponujących rozmiarów. Jego dłoń jest najczęściej fotografowanym motywem.
Małgosia uczy się alfabetu tajskiego poprzez znane nam znaki. W arabskim były to sprężynka i trzy kropki. Tutaj skojarzenia są trudniejsze.
W zachodniej części parku świątynie położone są na zboczach. Ta jest najbardziej znana. Trochę schodów, rowerem się nie da.
Pozostałe świątynie, było ich po drodze jeszcze kilkanaście, były gorzej zachowane.
Droga doprowadziła nas z powrotem do miasteczka, a dokładnie do Centralnej części Parku Historycznego. Z przyjemnością obejrzeliśmy świątynie, które wczoraj tak nas urzekły o zachodzie słońca.
Zakończyliśmy wycieczkę rowerową, pożegnaliśmy sympatyczną właścicielkę hoteliku, zabraliśmy plecaki i po drodze na dworzec autobusowy zjedliśmy świetny lunch w znanej już nam knajpce. Autobus trochę się spóźnił.
Podróż do Chiang Mai zajęła pięć i pół godziny. Hotel mamy tuż przy murach starej części miasta. Mury i fosa tworzą kwadrat o boku ok. 1,5 km.
W dzisiejszy niedzielny wieczór główne ulice starego miasta zamieniły się w wielki targ i festyn. Mieliśmy szczęście znów móc się włączyć w gwarny tłum.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz