piątek, 4 stycznia 2019

Bangkok

Hotel mamy wprawdzie w najgłośniejszym punkcie miasta, ale pokój na szczęście nie od ulicy. Chyba już zaaklimatyzowaliśmy się, bo potrzebny był dzwonek budzika, abyśmy rozpoczęli kolejny piękny dzień. Bangkok. Śniadanie na przeciwko. Plątaniny kabli są wszędzie. Przebijają te z Boliwii.
Do Wielkiego Pałacu mieliśmy parę minut. To miejsce, którego nikt z turystów nie może ominąć. Inwazja od pierwszej minuty po otwarciu.
Trudno opisać ten wyjątkowy bajkowy styl. Kompleks jest wielki. Część stanowią obiekty pałacowe, część biblioteki, świątynia. Najbardziej rozpoznawalna jest stupa pokryta płatkami złota sprowadzonego z Włoch.
W Świątyni Wat Phra Kaeo w centralnym miejscu dwieście lat temu umieszczono posążek Szmaragdowego Buddy. Został ponoć odnaleziony trzysta lat temu przeszło w Chiang Rai na północy, po tym, kiedy piorun rozłupał otaczającą go pokrywę gipsu. Do Wat Phra Kaeo przeniesiono go z Wat Arun po wybudowaniu świątyni. Szmaragdowy Budda (w rzeczywistości wykonany z jadeitu) jest najświętszym posagiem Buddy w Tajlandii. Należy zachować szczególny szacunek. Potrzebne stosowne ubranie, należy zdjąć buty, nie wolno fotografować.
Dłuższą chwilę pozostaliśmy na terenie Wielkiego Pałacu. Król był ponoć także, jednakże nie udało nam się spotkać.
Kolejna świątynia na trasie naszego dzisiejszego spaceru to Wat Po. Jest jednocześnie najstarszą w Bangkoku, pochodzi z XVI w. Wat Po jest słynna poprzez ogromny, czternastometrowy posąg Odpoczywającego Buddy.
Po drodze do Chinatown.
Obiad w garkuchni chińskiej. Nieskomplikowany i smaczny. Okazja do podpatrzenia mieszkańców.
I znowu coś dla ducha. Wat Traimit leży wprawdzie w chińskiej dzielnicy, ale jest dla Tajów ważną świątynią. To tu znajduje się z kolei najcenniejszy posąg Złotego Buddy. Jest wykonany podobno ze szczerego złota i waży 5,5 tony.
Swoją drogą ten posąg także został odkryty kilkadziesiąt lat temu przypadkowo. Był, podobnie jak Szmaragdowy Budda, pokryty warstwą gipsu. Złoto ukazało się, kiedy posąg spadł przy próbie transportu. Uliczkami Chinatown idziemy w stronę rzeki.
Rzeka Chao Phraia stanowi ważną drogę komunikacji. W zatłoczonym mieście jest efektywnym sposobem przemieszczania. Statki cumują dosłownie na paręnaście sekund, hamowanie jest bardzo dynamiczne. Pasażerowie wyskakują i wskakują.
Większość łodzi jest wyposażona w wielkie silniki od ciężarówek. Sterowanie oznacza przerzucanie przez sternika tej ogromnej masy.
Wat Arun czyli Świątynia Świtu położona jest na drugim brzegu, prawie na przeciwko Pałacu Królewskiego.
Statkiem wracamy na Khao San. Przyda się chwila odpoczynku przed wieczornym wyjściem.
————————————————————————————————————————— Zdjęcia z wieczora zamieszczam już następnego dnia w oczekiwaniu na samolot. Wczorajszy wieczór był dość intensywny. Szalona jazda tuk-tukami, spacery ulicami słynącymi z nocnych rozrywek, Pat-Pong, Soi Cowboy, Nana Plaza. Ciekawe, choć nieco rozczarowujące. Wróciliśmy cali i zdrowi, żeby zakończyć wieczór na gwarnej Khao San niedaleko hotelu.
Dzisiaj opuszczamy Bangkok. Lecimy do Sukhothai.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz