środa, 16 stycznia 2019

PN Similan Islands

Dzisiejszy dzień wypełniła nam wycieczka na Wyspy Similan. Położone są ok. 60 km od brzegu na zachód od Khao Lak i wchodzą wskład Parku Narodowego o tej właśnie nazwie. Bus zabrał nas z hotelu przed ósmą. Organizatorem rejsu była Andaman Smile Travel, jedna z wielu agencji turystycznych. Ta działa dopiero od dwóch miesięcy i pozostawiła u nas po sobie jak najlepsze wrażenie. Zanim dojechaliśmy do portu, zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie podano nam śniadanie, wyposażono w maski z fajkami, płetwy, ręczniki oraz udzielono wykładu na temat wysp oraz zasad zachowania. Park Narodowy jest ściśle chronionym akwenem. Archipelag składa się z dziewięciu wysp, w zasadzie niezamieszkałych. Numerowane są od południa. Do pierwszych trzech w ogóle nie można się zbliżać, ponieważ jest to obszar ochrony żółwi.
Do wysp płynęliśmy zaledwie 1h i 20 minut, szybką łodzią. Morze było spokojne, dlatego mogliśmy osiągać nawet 60 km /h.
Pierwsza z wysp miała swoją nazwę, ale była określana jako czwarta. Zeszliśmy na brzeg, a za nami nasz lunch.
Wyspa nie jest duża. Przejście na jej drugi brzeg na plażę zwaną Honeymoon Beach zajęło nam parę minut.
Weszliśmy do wody z maską. Życie podwodne wspaniale kolorowe. Woda przejrzysta. Małgosia i ja płynęliśmy niedaleko od siebie. Chyba jednocześnie zauważyliśmy na całkiem płytkiej wodzie wielką ciemną rybę przypominającą grubego węża. Płynęliśmy za nią. Utrzymywała stałą odległość. W pewnej chwili wpłynęła w tunel pod skałą tak, że tylko jej niezbyt sympatyczna twarz wystawała pod drugiej stronie rafy. Nie mamy aparatu do zdjęć pod wodą. Sprawdziliśmy wieczorem w internecie. Mieliśmy przyjemność spotkać murenę. Wyglądała dokładnie tak, jak na zdjęciu z internetu.
Przy okazji ściągnąłem zdjęcia kilu innych rodzajów ryb, które dzisiaj widzieliśmy, nie wszystkich oczywiście.
Nurkowanie w tym miejscu było piękne i zdecydowanie za krótkie. Musieliśmy się spieszyć niestety na lunch. Wyspa jest oblegana przez turystów. Każda grupa (pasażerowie łodzi) mają wyznaczony czas w strefie pikniku.
Kolejne nasze dwa postoje, przy wyspach chyba szóstej i siódmej, możliwe były tylko na kotwicy.
Ze względu na ochronę przyrody, nie wolno schodzić na ląd. Trzeba także zwrócić uwagę, aby nie dotykać rafy koralowej. Nie ma oczywiście mowy, aby cokolwiek wziąć ze sobą z Parku Narodowego, ponoć nie wolno zabrać nawet wody morskiej. W pewnych kwestiach nie ma żartów w Tajlandii. Nurkowanie zachwycające. Coraz to nowo poznane ryby. W jednej zatoczce spotkaliśmy znacznie większe okazy. Jednej z ryb spodobała się zabawa w berka z Małgosią i ze mną. Oddalała się tylko na odległość wyciągniętej ręki. Otoczona, schodziła nieco głębiej, żeby za chwilę znowu powrócić. Ostatni postój był zejściem na ląd. Była to chyba ósma wyspa. Charakterystyczna jest na niej skała, na którą wdarapują się prawie wszyscy tu przybyło. Każdy też się z nią fotografuje, ponieważ jest symbolem Wysp Similan.
Małgosia i ja poszliśmy do Zatoki Piratów, po prawej stronie za skałą. Nieco spokojniej.
I tu także wykorzystaliśmy każdy moment, aby podpatrywać ryby. Powrót tym razem przez górą przez skałę na plażę główną. Prąd na dole był bardzo silny. Bałem się, czy plecak pozostałby suchy.
Wszystkie lodzie, dla których wyspa ósma była ostatnim punktem programu (niektóre wycieczki mają odwróconą kolejność, żeby rozładować i tak niesamowity tłok) postanowiły odpłynąć prawie w tym samym czasie. Ewakuacja przypominała sceny z filmów wojennych.
Ostatnie spojrzenie na Wyspy Similan.
A po kolejnej przeszło godzinie drzemki na falach w drodze do lądu, na przebudzenie wyścig między łodziami przed wejściem do portu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz