poniedziałek, 7 stycznia 2019
Chiang Mai - Majestic Elephant Project
Dzisiaj spotkaliśmy się ze słoniami. Elephant Nature Park jest organizacją, o której już wcześniej słyszałem. Jej misją jest uwolnienie słoni w Tajlandii od ciężkiej pracy, także w businessie turystycznym. Przygotowanie do wykonywania powtarzalnych zajęć polegających na przykład na przewożeniu ludzi wiąże się z bolesną tresurą. Z tego powodu od paru lat w złym tonie jest uczestniczenie w pokazach wykonywanych przez te wielkie zwierzęta. W zamian powstają w wielu miejscach, nie tylko w prowincji Chiang Mai, „sanktuaria słoni”. Programy polegają na tym, że okoliczni wieśniacy zachęcani są do troskliwej opieki nad słoniami. Turyści, w limitowanej liczbie, mają okazję poznać bliżej zwierzęta poprzez ich karmienie, zabawę, kąpiel, bez ich zmuszania do działań, na które nie miałyby ochoty. Często zdarza się, że do „sanktuariów” trafiają słonie na emeryturze, po przejściach.
Wycieczkę kupiłem jeszcze w Polsce. Trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem.
Bus zabrał nas z hotelu po wpół do dziewiątej. Było nas w sumie dziesięcioro. Mae Taeng to wioska położona w górach poltorej godziny na północ od Chiang Mai.
Z busa przesiedliśmy się do pickupa. Jechaliśmy z dziesięć minut. Drogę zastąpiły nam, dosłownie, słonie. Pierwsze spotkanie.
Każdy z nas otrzymał worek z bananami i kawałkami trzciny cukrowej, aby ułatwić nam zaprzyjaźnienie się ze zwierzętami. Karmiąc je, szliśmy niezbyt szybko drogą pod górę.
Słoni było trzy. Trzy słonice, żeby być dokładnym. W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że zostałem sam z nimi dwiema i workiem, w którym jeszcze pozostało mi trochę smakołyków. Mimo, że zwierzęta są bardzo łagodne, trudno nie czuć respektu przed ich masą.
Jeszcze parę minut pod górę.
W z góry upatrzonym miejscu, chociaż nie przez nas, czekał na nas lunch, wegetariański oczywiście. Po chwili poobiedniego odpoczynku zabraliśmy się do przygotowania posiłku dla najstarszej ze słonic. Nie ma już zębów i dlatego pożywienie musi być miękkie. Wcześniej karmiliśmy ją bananami i arbuzem, unikając twardej trzciny (aczkolwiek połykała ją także z apetytem w ukryciu). Tym razem starannie lepilismy dla niej kule z ryżu z dodatkiem bananów i lychees.
Po obiedzie, naszym i słoni, przyszła pora na kąpiel w rzecze poniżej. To była naprawdę super zabawa.
Słoń w środku nurtu jest nie lada zaskoczeniem dla turystów w tratwach. Spływ wartką górską rzeką jest dodatkową atrakcją, której my także mieliśmy doświadczyć po spotkaniu ze słoniami.
Bye, bye Słonie.
Rafting, przygoda, która trwała pewnie z godzinę, była ekscytującym podsumowaniem popołudnia. Na tratwie było za mokro, aby wziąć aparat fotograficzny. Zdjęcia uchwycone z brzegu przez organizatorów i umieszczone na FB. Swoją drogą polecamy agencję:
https://m.facebook.com/MajesticElephantProject/
Powrót do Chiang Mai. Chwila odpoczynku i wyjście na kolację. Wzdłuż południowych murów, niedaleko, najprostsze, najtańsze i najsmaczniejsze jedzenie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz