poniedziałek, 31 grudnia 2018

Pattaya - Koh Chang

Nastawiłem budzik. Bus, który miał nas zabrać na wyspę Koh Chang miał być kwadrans przed dziewiątą. A wcześniej przecież nie mogliśmy sobie odmówić śniadania w eleganckim hotelu. Było duże i urozmaicone. Bus sporo się spóźnił. Byliśmy za to ostatnimi pasażerami, których zbierał w Pattaya. Mnie przypadło miejsce pasażera obok kierowcy, po lewej stronie. Czułem się, jakbym sam prowadził. Na szczęście nie miałem ani kierownicy, ani pedałów. Gdybym dzierżył stery, nie skończyłoby się chyba najlepiej. Lustrzane odbicie ruchu drogowego wymaga jednak gimnastyki umysłu.
Po czternastej dojechaliśmy do promu.
W oczekiwaniu zjedliśmy nieskomplikowaną, ale smaczną zupę.
Przeprawa trwała z pół godziny.
Resort Nirvana, w którym się zatrzymaliśmy, położony jest na samym końcu wyspy. Domki porozrzucane są na zboczu nad brzegiem zatoki.
Trafiliśmy akurat na koniec popołudniowej imprezki nad basenem. Nie za długiej, ponieważ chcieliśmy zdążyć na zachód słońca.
Małpy są tu u siebie. Pojawiają się znienacka. Wlaściciele hotelu przestrzegają nas przed pozostawianiem wartościowych przedmiotów, które mogłyby zostać wypożyczone przez te sympatyczne, ale jednak dzikie zwierzęta.
Ostatnia w tym roku kolacja. W restauracji na końcu półwyspu jesteśmy jedynymi gośćmi.

niedziela, 30 grudnia 2018

Pattaya

Samolot wylądował w Bangkoku punktualnie o 15,35.
Na lotnisku bez zbędnego oczekiwania wsiedliśmy do autobusu do Pattaya. Na pierwszym przystanku w Pattaya przesiedliśmy się do pickupa i parę minut po dziewiętnastej byliśmy w hotelu. Emerald Beach jest nowym hotelem w północnej części miasta.
Zaczęliśmy od kolacji w niepozornej knajpce przy bocznej ulicy.
Miasto jest gwarne. Rozwija się dynamicznie od kilkudziesięciu lat. Przyciąga zarówno mieszkańców Bangkoku, jak i zagranicznych turystów. Galeria handlowa, jak w innych częściach świata. Kupiłem piżamę, ponieważ zapomniałem wziąć.
Atmosfera świąteczna. Ulice z klubami przyciągają gości przez cały rok, zdaje się.

Helsinki

Rozpoczynamy nową podróż, Małgosia i ja. Najbliższe trzy tygodnie, troszkę więcej, spędzimy w Tajlandii. Lecimy Finnair przez Helsinki. Wbrew pozorom, podróż nie powinna być długa.
Wypatrywaliśmy z okien samolotu zorzy polarnej, ale było zbyt pochmurno. Mikołaj pozostawił za to swoje sanie na lotnisku. Dni w zimie są tu naprawdę krótkie.